Aktualności

 

Zak_posterGaleria Bardzo Biała serdeczne zaprasza na wystawę fotografii Pawła Żaka pod tytułem „Trzy słowa i inne martwe natury”

Kurator: Magdalena Sołtys
Menadżer: Katarzyna Owsepian

Wystawa odbywa się pod patronatem kwartalnika EXIT oraz portalu artinfo.pl

Wystawa trwa od 12 czerwca do 25 lipca 2014

Godziny otwarcia: 10:00-18:00

 

 

O FOTOGRAFII PAWŁA ŻAKA, „TRZECH SŁOWACH I INNYCH MARTWYCH NATURACH” PISZE MAGDALENA SOŁTYS, KURATOR WYSTAWY

Paweł Żak urodził się w 1965 roku. Studiował nauki społeczne na Uniwersytecie Warszawskim (IPSiR), a także fotografię na Wydziale Komunikacji Multimedialnej Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Jest artystą fotografem, członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików od 1995 roku. Ponadto wykłada fotografię – na uczelniach prywatnych od 2001 roku oraz w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego od 2011 roku.

Konwencja martwej natury zaznacza się wyraźnie na tle całej twórczości Żaka. Od 2007 roku kontynuuje on jednorodnie sformatowany cykl, który na potrzeby pierwszej prezentacji w Galerii Luksfera Katarzyny Żebrowskiej w 2008 roku został zatytułowany „Słodki poniedziałek i inne martwe natury”. W 2010 roku na podstawie właśnie tego cyklu Żak obronił pracę doktorską „W poszukiwaniu źródeł obrazu, promowaną przez prof. Aleksandra Błońskiego w PWSFTviT w Łodzi. Galeria Bardzo Biała jest aktualnie miejscem prezentacji fotografii, będących nową odsłoną cyklu. Zostały one wykonane techniką cyfrową i są dostępne jako wydruki pigmentowe na materiałach archiwalnych w edycji limitowanej do 7 egzemplarzy.

Co pojawia się na fotografiach? Co jakoby wydarza?

Szklanka wypełniona wodą. Jej kształt skupia kontur dwóch transparencji – szkła i wody, zdolnych do różnych formalnych powołań. Mleko wychlapujące się z miednicy złapane w oka mgnieniu, kiedy formuje się w mobilną rzeźbę cieczy. Usypisko z kostek lodu – w duchu nieuniknionego przeobrażenia. Lód roztopi się i dyskretnie umknie ze stołu. Obłok pary wodnej – powołany do wizualnego istnienia na chwilę. Bańka mydlana, która pewnie gwałtownie pęknie i usunie się w niebyt. Balony – konstrukcja z niczego – drobnym ruchem powietrza się przemieszczą. Cukier. Ten demonstruje się w kostce decyzją mu narzuconą, do tego w wytypowanym układzie piramidy. Ułożymy go może inaczej – gra przeformułowań zaprasza. Poduszka na stole-katafalku. Ta zachowa się w zgodzie ze swą użytecznością, podda ciału (lub utrwali w kamieniu, gdy tylko pozwolimy dojść do głosu metaforycznej narracji.) Bandaże w rytmie współbieżnych pasm. Sznurek napinający obrus w nieodgadnionym, chyba doskonale bezużytecznym zadaniu. On pęknie i obrus podda się ciążeniu. Tłumoczek z białej poduszki czy kołdry powiązany  sznurkiem odsłoni swą intymność, i zrujnuje wysmakowany układ linii. Zagniecione kulki z białych kartek papieru – jak zmultiplikowane, chaotyczne figury origami – rozciągną się po zarysowany im horyzont. A dalej pojawia się bryła kamienia przypominająca wyrobione ciasto. Puste ptasie gniazdo z gęstwiną-koroną linearnego detalu. Połać stołu wysypana ziarnem w układzie flagi. I połać ziemi w kwadracie – abstrakcja czarnej ziemi jak z Malewicza. „Mandorla” usypana z choinowych igieł. Owoce, które zaraz pomarszczą swą jędrność i zgniją. Także owoce, które już straciły swą foremność i witalność. A w nich zobaczymy życie i śmierć – dojrzewanie, erotykę, gnicie. Owoce w tradycjonalnym ujęciu martwej natury i z umowy specjalnie przyjętej przez Żaka, jak znak krzyża z malin. Słonecznik, jarzębinę. Gałęzie i ich towarzyszy – cienie w pięknym rysunku z odbicia. Kostki do gry. A te rozbiegną się w kolejnym rzucie na jakiś swój sposób. Utworzą nowy wariant, zademonstrują jakieś swoje „dowolne” nieprawdopodobne prawdopodobieństwo. Lustro dość nietypowe – czarna jest otchłań jego lica; to martwe zwierciadło, nieprzenikalne. Ono nie komunikuje – nie czaruje iluzją i nie potwierdza życia, je dublując. Prześcieradło ze śladami zużycia – zawieszone nad stołem niczym kotara dla tła. Kawałki sukna. Trzy muszle. Trzy nieregularne kulki z marnej plasteliny – trzy nieodgadnione słowa (jak mówi tytuł pracy), co brzmieć mogą jakkolwiek i znaczyć cokolwiek. I inne martwe natury.

Przedstawienia te są prezentowane w mocnym tego słowa znaczeniu – precyzyjnie zainscenizowane w studyjnej przestrzeni. Demonstrowane, serwowane na stole, który jest symbolem komunikowania się, spotkania, wspólnoty, rodziny, po prostu posilenia, życia, trwania… (Wszystko tu widzimy na stole lub nad nim.) Stół wyłożony białym obrusem jest jak katafalk zaściełany białym prześcieradłem. Ale jest on przede wszystkim przyczynkiem theatrum. Nie rekwizytem, a całą, niezmienną scenografią, a ta scenografia jest nośnikiemsensu.

Żak nieustannie układa się z formą i zwodzi ją. Ustanawia tenże stół obrusem. Przecież stołu nie ma na obrazie. Jego kształt odzwierciedla wiotka tkanina – reprezentant formy. Biały obrus – z bogactwem zdyscyplinowanego deseniu. Forma bazowa wyłania się przez zapośredniczenie. Jest sugestią formalną. A deseń obrusu – naddaniem formalnym. Artysta stawia zatem konkretny obiekt fotografowany w dwuznacznym kontekście – jego grunt jest pewny i zarazem iluzoryczny, niestabilny, stanowi cudzysłów. Wybór obiektów także nastręcza problem z formą – zdaję się pożądany przez Żaka. Substancje podstawowe, skrawki przyrody, stany skupienia, rzeczy proste mają albo zdolność do różnych odsłon formalnych (i/lub na nie podatność), albo do jakiejś dyscypliny, porządku rysunku czy geometrii. Mają na pewno kulturę formalną.

Martwa natura nierzadko zawiera sporo ingrediencji, nawet skromna – pewną „mięsistość”, ta Żaka nie jest treściwa – materialistyczna. Przeciwnie – duchowa, zdematerializowana. Rzeczy te są „podręczne” dla każdego doświadczającego życie i rzeczywistość – są mu dostępne niczym powietrze, którym oddycha. Zatem jakby z pierwszego rzutu niezauważalne. Fotograf dokonuje jednak zmiany ich położenia – z sytuacji istnienia w powszedniości, z funkcji zwykłej i  zwyczajowej przechodzi do sytuacji istnienia w samym bycie. Zaznacza się intymność, eteryczność zwykłości – substancji zwykłości. Idea zwykłości tak zwykłej, że eterycznej. Hieratyczny rytuał jej skromnej obecności, nadający dumny status rzeczy. Jednak Żaka nie interesuje elementarne porozumienie w widzeniu i odczuwaniu – nie interesują go powszedniość i typowość odniesione do powszechności i wspólnoty. Każdą z rzeczy w przedstawieniu wyobcowuje ze wszystkiego, co mogłoby być jej bliskie, powinowate, uplatane w przyczynę bądź skutek. Jest to coś jednostkowe, wybrane restrykcyjnie i sterylnie podane. Jedynie jako umowny przedmiot lub jedynie jako osobliwa kategoria rzeczy. Oświetlenie temu sprzyja – neutralizuje i obiektywizuje ogląd. Artysta zwraca uwagę na samo istnienie światła i dokonującą się dzięki niemu widzialność świata. To światło nie jest zatem jedynie narzędziem, techniką, staje się dość osobliwie przedmiotem przedstawionym; jego obecność wpisuje się w reguły obecności stanów skupienia.

Fotografa interesuje wyłącznie tu i teraz – całkowicie wysycone. Tu to stół. Teraz to bezczas. Nastrój, napięcie czy niepokój w przedstawieniu są trafione w punkt – statyczne, skomasowane. Oprócz tego zaznacza się punktowość każdej wyobrażanej, domniemanej sytuacji – bardziej nieobecność niż obecność jakiś zjawisk sprzężonych. Narzuca się wrażenie, że widz przyłapał epizod anegdoty, zaś sama anegdota została przez artystę zręcznie amputowana. A nad wizerunkami ciąży fatum oczywistości – stanie się coś oczywistego, może się stać coś spodziewanego, ale oczekiwanie jest jak na objawienie. Ma miejsce wywyższenie tego, co jest niedokonane. Dokonanie byłoby gwałtem w przestrzeni tej specjalnej, martwej natury dziwnych zjawisk.

Artysta oczywiście może dekodować symbolizacje, które stosuje. Wolę jednak przesunąć je w uboczny zakres – rejestr inspiracji (bez wątpienia rzeczywistych), i porzucić szczegółowe wyjaśnienia. Symbol w słownikowym rozumieniu – w moim odczuciu – nie jest tu clou. Siłą Żaka jest użycie go z pominięciem powinności znaczeń, wysterylizowanie, wypreparowanie. Nie odsyła on do swego zaplecza, a do powierzchni rzeczy. Czy inaczej – istota tych fotografii odbija się od symbolu i na powrót sytuuje w wizerunku. Jest to zwrot w kierunku, że się tak wyrażę, dorzeczności przedstawiania tego, co rzeczywiste – skądinąd w nierzeczywistej, właściwie surrealnej otoczce. Kody symboliczne w kulturze są współcześnie rozchwiane, uniwersalnego zastosowania, modalne i przekładalne, „postmodernistyczne”, zachwaszczone… A przecież już wcześniej sztuka opustoszała znaczeniowo, oddzieliła się od innych przedmiotów znaczących, zerwane zostały zatem także wiązadła symboliczne. Wobec czego stała się na tym gruncie samotna, by przywołać myśl Marcina Czerwińskiego („Samotność sztuki”, PIW, Warszawa 1978). Symbol w dziele bywa dziś epigoński, muzealny, jest pastiszem, manipulacją (…) albo mówi sam o sobie, o swojej kondycji czy znów się nowotworzy. Żak nie pokazuje ani jego wymuszonej dosłowności, ani kalejdoskopowej wizji. Postępuje zupełnie inaczej – w klasycznej formule czystości syntetyzuje jego idealną, wtórnie „dziewiczą” postać, lekką, gotową do wcale niekoniecznego zagospodarowania.

Czystość obrazowania malarskiego i dokumentacyjnej dążności fotografii charakteryzują prace Żaka po równi. Fotograf jest malarski w swym cyklu. Smakuje malarstwo. Komponuje malarsko. Pielęgnuje swój przedmiot przedstawienia – jego doniosłą aparycję – mimetycznie, hiperrealnie aż paradoksalnie do utraty realnej wiarygodności zdjęcia.

Prawie wszystko zmierza do bieli – wyczyszczenia, obmycia z koloru (dosłownie lub w przenośni). Żak para się alchemią ascezy. Choćby szkło, woda, mleko, przejrzystość, opar i biel korespondują.Papier pigmentowego wydruku Żaka zawsze zawiera ślad-sens pustej, czystej, białej kartki. Każde (nie tylko białe) przedstawienie jest niczym nieskalane. Nabiera ta obserwacja, będąca udziałem każdego widza, znaczenia w konfrontacji z faktem, że dotyczy rzeczy reprezentujących zwykłość. Ta przecież jest dotykalna, wielokrotnego zastosowania, potoczna – skalana samą sobą. Zwykłość nieskalana to sprzeczność w myśl zdrowego rozsądku. Nic się tak skutecznie nie kala jak ona właśnie. Zużywa się, wyciera, rozmywa w świecie – nie demonstruje żadnej wagi swego istnienia. Szarzeje. To jednak pożywka dla olśnień. Z jednej strony czystość, dążenie do jasności zaznacza się w tej fotografii. Z drugiej, intensywność, siła przedmiotowa, nasycenie, wzmocnione – jednoznaczne istnienie. Uspokojenie wyraża się jak cisza przed burzą, cisza przed koniecznością zwykłości. Biel jest wyjaśniana kakofonią percepcji, cisza – usankcjonowana rumorem codzienności. W sprzecznościach, przeciwieństwach czają się pierwotne przyczyny spraw Żaka.

Życie, przemijanie, śmierć – rozedrgane, naskórkowe intuicje bytu. Istota tego, co ożywione i nieożywione, przynależne kulturze i naturze. Wystudiowana forma i substancja, oraz fazy materii bez formalnych zobowiązań. I ten symbol z elementarza kultury – jednostkowo bez większego znaczenia. Niemniej implikujący ważkie pytanie, czy kultura jest niestrudzenie żywa czy może czasem martwieje. Wszystko to wyłożył Żak na stół jak karty. A jego martwa natura ostatecznie dowodzi, że rzeczywistość – na swym elementarnym poziomie – pozostaje ożywiona, być może przede wszystkim za sprawą swej tajemnicy (i mimo że zachowuje się jak eksponat).

Im dłużej wpatrujemy się w te obrazy, tym bardziej stajemy się owładnięci tym, co w nich tkwi, czymkolwiek to jest. Żak sprowadza widza na manowce artystycznego dyskursu oraz interpretacji. Fascynujące jest w jego sytuacjach to, że są fascynujące.

Magdalena Sołtys (kurator wystawy)

galeria sztuki współczesnej

© 2012 Galeria Bardzo Biała - galeria sztuki współczesnej